środa, 18 września 2013

Chodziłam na basen codziennie przez prawie cały miesiąc. Dziś przestałam.


Kiedy usłyszałam, że siostra mojego chłopaka codziennie przed pracą jeździ na basen, postanowiłam, że muszę przestać prowadzić siedzący tryb życia.
Kiedy wybrałam się ze znajomymi na weekend nad jezioro, wstałam z samego rana przed wszystkimi, by zanurzyć się w wodzie i stwierdziłam, że pływanie to fantastyczna rzecz i jak tylko wrócę do Krakowa, to zapiszę się na basen.
Kiedy upewniłam się, że pływalnia jest blisko od mojego mieszkania, postanowiłam, że wybiorę się tam następnego dnia.
Kiedy po pracy przygotowałam obiad i okazało się, że jest już osiemnasta i że nie mam przygotowanego stroju i że tak właściwie to najchętniej poczytałabym sobie książkę, postanowiłam, że przełożę to na kolejny dzień.
Kiedy w piątek dostałam okres, rzeczą jasną było, że na basen nie pójdę. Nie dla mnie pływanie z tamponem! Jeszcze mi wypadnie i dopiero będzie siara...
Kiedy przez następne kilka dni mogłam bez poczucia winy czytać wieczorami książkę, postanowiłam, że jak tylko skończy się ta „męczarnia”, to wybiorę się na basen.
Kiedy krwawienie się skończyło, wydrukowałam harmonogram wejść, powiesiłam na tablicy nad biurkiem i postanowiłam, że pójdę tam jeszcze tego samego dnia!
Kiedy okazało się, że do wyjścia zostało mi mniej, niż pół godziny, pomyślałam, że przecież raźniej byłoby wybrać się tam razem z chłopakiem, dlatego przełożyłam basen na kolejny dzień.
Kiedy we wtorek mój miły oznajmił mi, że nie ma kąpielówek, postanowiłam, że koniec z pływaniem.
W ten sposób wczoraj zaczęłam ćwiczyć z Chodakowską. Od dziś nie „chodzę” już na basen.
Zakwasy welcome to!

16 komentarzy:

  1. Hah JUTRO to moje drugie imię ;) Jutro posprzątam, jutro poćwiczę, jutro zjem więcej warzyw, od jutra nie jem słodyczy, jutro się nauczę na egzamin.. Taaaa ;) Powodzenia z Ewcią! ;) Co wzięłaś na pierwszy ogień?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Zaczęłam od skalpela - mam postanowienie powtarzać to co drugi dzień :) Ale... zobaczymy jutro!

      Usuń
    2. Ej! Nie poddawaj się! Trzeba odczarować to słowo ;)

      Usuń
    3. Masz rację! Jutro ćwiczę i już! :)

      Usuń
  2. Ach, Ewa... :) Planuję niedługo do niej wrócić.
    Wkręcisz się, tylko rób to codziennie :)Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak najlepiej wyrabiać nawyk :) Ja najpierw chyba przez 2 tygodnie dzień w dzień ćwiczyłam z Ewą, potem 3 razy w tygodniu, a pomiędzy spokojniejszy pilates. Niedziele wolne czasem też soboty. Było b.fajnie, ale wystarczył wyjazd i przerwa na kilka dni i koniec. Ale to też zależy jaką jesteś osobą, jaką masz motywację i co lubisz :)

      Usuń
    2. A codzienna Ewka nie zbrzydnie? ;) Ja się cholernie szybko nudzę... ;)

      Usuń
    3. Ja postanowiłam powtarzać ćwiczenia co drugi dzień, nie wiem, czy dałabym radę codziennie, ale kto wie...

      Usuń
  3. a ja na basen jednak będę chodzić, bo ten sport lubię najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za miłe słowa zostawione u mnie, jeśli chodzi o możliwość obserwowania, jest takowa,ale na email (na samym dole strony należy wpisać swój adres email, wówczas będziesz informowana o nowych wpisach).

    Postaram się w najbliższych dniach dodać "normalny" guziczek obserwowania, o ile pozwoli mi na to czas.

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry :) i Ewa jest lepsza od basenu? Pewnie dlatego, że domu wychodzić nie trzeba, hm? Kiedy ja chodziłam na basen starałam się to robić od razu po pracy. Żeby mnie ciepłe łóżko nie zatrzymało :) ani książka, ani obiad. Od razu i dopiero po basenie inne miłe rzeczy :) działało :) Czella ma rację. Żeby się wkręcić, trzeba wyrobić sobie nawyk. Czasem wręcz trzeba się zmuszać, żeby codziennie coś robić. Po jakimś czasie wejdzie w krew :) tylko trzeba chcieć. I to już zależy tylko od nas!


    P.S. A u siebie witam serdecznie i zapraszam po regularne dawki uśmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to jest sposób! Tak, to właśnie chodzi o tego lenia, który mnie dopada, gdy za długo jestem w domu ;) Basen zaraz po pracy byłby idealny - jedyne, nad czym musiałabym popracować, to przygotowywanie bardziej sytego posiłku, bo gdy wchodzę do mieszkania, to jedyne, o czym myślę ja i mój burczący brzuszek, to obiad :)

      Usuń
  6. Świetny tekst! :)))nie przejmuj się - wystarczy,że piszesz. To też "wypala".Będę tu zaglądać.:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacja, skąd ja to znam :-)

    OdpowiedzUsuń