poniedziałek, 23 września 2013

Przyjmij kolor, no już!


Mam wrażenie, że co roku w pewnym momencie ludzie wyciągają z szafy najciemniejsze fatałaszki, jakie tylko mają. Tak jakby jesienią i zimą był zakaz noszenia kolorowych spódnic i koszul. Tak jakby ludzie chcieli sprawić, żeby ten chłodniejszy okres roku był jeszcze bardziej ponury i melancholijny. Latem założę sukienkę w łączkę, ale jeśli termometr pokaże temperaturę poniżej 10 stopni, wrzucę na siebie bure spodnie i kurtkę! Naprawdę nie mam nic przeciwko czerni - mała czarna potrafi być tak zmysłowa, że nie zastąpi jej choćby nie wiem jak krótka i wydekoltowana sukienka w kwiatki Ale dlaczego ci, którzy potrafią nosić kolory latem, jesienią zupełnie o nich zapominają? Dlaczego nie sprzeciwimy się temu wszechogarniającemu smutkowi, dlaczego nie tupniemy nogą, dlaczego nie powiemy "stop!" przeciwko temu garderobianemu marazmowi? 
Życie jest prawdziwym karnawałem, a nie zupą bez smaku*.
Nie trzeba wiele. Na początek wielki kolorowy szal. Albo potężna brocha. Albo gumiaki w kropy!
Spróbuj.
Będzie weselej. Ludzie zaczną się uśmiechać.
Ty też!



*Ysabelle Lacamp

środa, 18 września 2013

Chodziłam na basen codziennie przez prawie cały miesiąc. Dziś przestałam.


Kiedy usłyszałam, że siostra mojego chłopaka codziennie przed pracą jeździ na basen, postanowiłam, że muszę przestać prowadzić siedzący tryb życia.
Kiedy wybrałam się ze znajomymi na weekend nad jezioro, wstałam z samego rana przed wszystkimi, by zanurzyć się w wodzie i stwierdziłam, że pływanie to fantastyczna rzecz i jak tylko wrócę do Krakowa, to zapiszę się na basen.
Kiedy upewniłam się, że pływalnia jest blisko od mojego mieszkania, postanowiłam, że wybiorę się tam następnego dnia.
Kiedy po pracy przygotowałam obiad i okazało się, że jest już osiemnasta i że nie mam przygotowanego stroju i że tak właściwie to najchętniej poczytałabym sobie książkę, postanowiłam, że przełożę to na kolejny dzień.
Kiedy w piątek dostałam okres, rzeczą jasną było, że na basen nie pójdę. Nie dla mnie pływanie z tamponem! Jeszcze mi wypadnie i dopiero będzie siara...
Kiedy przez następne kilka dni mogłam bez poczucia winy czytać wieczorami książkę, postanowiłam, że jak tylko skończy się ta „męczarnia”, to wybiorę się na basen.
Kiedy krwawienie się skończyło, wydrukowałam harmonogram wejść, powiesiłam na tablicy nad biurkiem i postanowiłam, że pójdę tam jeszcze tego samego dnia!
Kiedy okazało się, że do wyjścia zostało mi mniej, niż pół godziny, pomyślałam, że przecież raźniej byłoby wybrać się tam razem z chłopakiem, dlatego przełożyłam basen na kolejny dzień.
Kiedy we wtorek mój miły oznajmił mi, że nie ma kąpielówek, postanowiłam, że koniec z pływaniem.
W ten sposób wczoraj zaczęłam ćwiczyć z Chodakowską. Od dziś nie „chodzę” już na basen.
Zakwasy welcome to!